„Aby nasz odświeżony Gothic dał nam chociaż sekundkę ciarek jak przy pierwszym podejściu” – tymi słowami kończyłem poprzednią notkę na temat Gothic Remake, a teraz już mogę w pełni powiedzieć, że remake dał nam znacznie więcej. Rozsiądźcie się wygodnie, bowiem czas na recenzje najbardziej wyczekiwanej przeze mnie gry w życiu.

Złe miłego początki
Nie ma co ukrywać – droga od tego nieszczęsnego, kolorowego playable teasera z 2019 roku do pełnoprawnej premiery była piekielnie długa i trudna. Mało kto wierzył wtedy, że Alkimia (której wtedy nawet nie było!) wyjdzie z tego obronną ręką, a jednak! Dzisiaj możemy mówić o ogromnym sukcesie – gra mimo błędów broni się rewelacyjnymi recenzjami (88% steam int, 94% steam polska), THQ chwali się ilością sprzedanych kopii, a przy premierze w grę grało blisko 75 tysięcy ludzi na samym steamie.
Stara obsada wraca za mikrofony
Zaczniemy jednak kontrowersyjnie, bo o polskiej lokalizacji. Nowe dialogi dostały charakteru i pazura i absolutnie nie chodzi mi o wulgaryzmy, które również zagościły w nowej wersji kolonii karnej. Dubbing przebił oryginał i w żadnym wypadku nie dam sobie wmówić, że jest inaczej. Mikołajczak nigdy nie był wybitnym aktorem, a cały kult wypowiedzi Beziego utrzymywał się po prostu na świetnie napisanych tekstach i charakterystycznym głosie aktora, ale na pewno nie na jego intonacji, bo Pan Jacek grać po prostu nie potrafi. I nie zrozumcie mnie źle – ja naprawdę uwielbiam OG Beziego, nie wyobrażałem sobie nikogo innego w jego roli, ale głuchy też nie jestem i wiem, że dało się to zagrać lepiej.

Nie wyobrażałem sobie również, że w roli Xardasa mógłbym usłyszeć kogoś innego niż Pana Tomasza Marzeckiego – no a teraz żałuje, że tak się jednak nie stało. Totalnie się tego nie spodziewałem, ale jest to mój największy zarzut do naszej polskiej wersji językowej. Głos „naszego Xardasa” okrutnie się zestarzał, co oczywiście jest normalną koleją rzeczy, ale teraz, po premierze – wiem, że wolałbym usłyszeć w tej roli kogoś młodszego. Szczególnie gdy weźmiemy pod uwagę potencjalne kolejne części gry, nie chcę zabrzmieć okrutnie, ale nie wiadomo jak za parę lat będzie czuł się Pan Tomasz i czy znajdzie siły na dalsze granie, a przecież nikt nie chce powtórki z dwójki i Nocy Kruka. Cała reszta obsady, na czele z Baumanem i Wituchem to jest absolutna topka.
Pod magiczną barierą nigdy nie było tak pięknie
Wizualnie nowy Gothic naprawdę zachwyca. Świat jest wypełniony detalami, roślinnością a w połączeniu z świetną grą cieni i światła bardzo często daje nam to istny efekt opadu szczęki. Szczegółowe tekstury Kolonii spowija wieczna, gęsta mgła, która co prawda momentami mogłaby być odrobinę zmniejszona. Ale gdy zachodzi słońce… wchodzi taka ciemna ciemność ciemności, że do lasu nawet się nie zbliżaj, a bez pochodni to i wyjść z obozu strach. Klimat po prostu wylewa się z ekranu i całkowicie hipnotyzuje na dłuuuugie godziny.


Niestety mimo tak urokliwego świata, eksploracja nie zawsze wynagradza nas tak jak powinna. Ileż to razy znajdywałem ciekawą miejscówkę za górami, za lasami i pięcioma ścierwojadami by na ziemi zobaczyć tylko dwa piekielniki i jeden gorzki chleb. „Noc Kruka” i „Kroniki Myrtany” pokazały nam jak dobrze można gracza wynagrodzić za wciskanie nosa w każdy możliwy kąt. W remake wynagradzają nas „tylko” majestatyczne krajobrazy, żadnych ciekawych zwojów czy nowego miecza, a te swoją drogą – razem z łukami – są naprawdę piękne i robią wrażenie.
„Naucz mnie lepiej posługiwać się bronią”
Pamiętacie jak w demie Nyrasa narzekałem na ślamazarne animacje i fatalne tempo walki? Zapomnijcie o tym. Alkimia odrobiła lekcje śpiewająco. Walka w zwarciu (a także łukiem, nie wiem jak reszta dystansowych) jest BARDZO DOBRA. Czuć ciężar i czuć progres jaki przechodzi nasza postać. Mnogość możliwych ataków daje spore pole do popisu – do każdego mobka podchodzisz z innym nastawieniem, każdego stwora musisz się nauczyć. A jeśli tylko masz taką ochotę – możesz totalnie olać blokowanie i opierać swoją walkę tylko na unikach, wszystko zależy od ciebie. A jak jest z poziomem trudności? Odwzorowano go po prostu perfekcyjnie – na początku znowu jesteśmy nikim, a byle kretoszczur potrafi nas położyć na dwa hity, by później nawet nie poczuć, że coś nas dziobnęło.

Drabin nie ma, ale też jest zajebiście
Oczywiście, jak na rasowego Gothica przystało (ej, to żart), gra ma swoje techniczne humorki, ale umówmy się – większość z nich to po prostu zabawne kwiatki, które bledną przy potędze całej reszty. Weźmy taką sztuczną inteligencje, a konkretniej to w sumie jej chwilowe braki. Friendly-fire tworzy takie sytuacje, że szkielet, próbujący trafić we mnie przypadkiem trafia w swojego pobratymca i rozpoczyna z nim walkę na być albo nie być pod tą barierą. Nie jest to niestety jednorazowa sytuacja – moby jednego gatunku potrafią walczyć między sobą i przy okazji zabierać nam cennego expa.
Ludzie wcale nie są lepsi – gdy tylko wdamy się w bójkę w obozie to nasi kibice postanowią biegać i kibicować między wrogimi sobie mieczami. <Tu było miejsce na wiele innych błędów, ale te zostały już szybko naprawione od czasu premiery>

„Latarnia twojego intelektu nie świeci zbyt jasno, co?”
Dynamicznie reagujący świat to coś co powinno być filarem każdego dobrego RPGa, a Gothic Remake świetnie udaje, że sobie z tym radzi. Zaczyna padać deszcz? NPC bardzo szybko zaczną szukać najbliższego dachu. Przed chwilą miało miejsce jakieś wielkie wydarzenie fabularne? Skazańcy z kolonii karnej na pewno zaczną plotkować. Okradłeś kogoś i zostałeś przyłapany? Wiedz, że handlarze nie lubią złodziei. No i można by było tak jeszcze chwilę wymieniać, ale wszystko zaczyna się psuć gdy zrobimy coś czego twórcy nie przewidzieli.
Powiedzmy, że dołączyłeś do obozu – jednej z postaci odblokowuje się więc kwestia z gratulacjami, ale jakoś tak wychodzi, że omijasz te postać. Mija parę rozdziałów, parę awansów, po jakimś czasie jesteśmy w zupełnie innej sytuacji i ta sama postać ma nam do przekazania bardzo ważną wiadomość – zagadujemy do niego po raz pierwszy od kilkunastu godzin, a gra totalnie głupieje w efekcie czego odpala się zapomniana kwestia dialogowa z początku gry gdzie NPC radośnie nam gratuluje i życzy sukcesów by sekundę później zmienić ton o 180 stopni i ostro nas opieprzyć w związku z aktualnie zaistniałą sytuacją. Sprawa wydaje się błaha, ale takich sytuacji jest całe mnóstwo, a potrafią one skutecznie wybić z immersji.
Historia napisana na nowo
Fabularnie jest naprawdę dobrze, zdecydowanie lepiej niż w pierwowzorze. Alkimia nie bała się zmian, jak co poniektórzy sądzą. Mamy kilka nowych, ciekawych questów a i istniejące zostały przebudowane, czasem na poziomie historii a czasem i mechanik. Co za tym idzie – lore w wielu elementach zostało zmienione, ulepszone, choć niektóre decyzje scenariuszowe średnio mi podeszły – kamienie ogniskujące robią brrr.

Dla Alkimi czas tyka za szybko
Gothic Remake byl tworzony przez kilka dobrych lat, a mimo to gołym okiem widać, że tego czasu jednak jeszcze sporo brakło, zarówno pod względem tych błędów o których już wspominałem, ale i zawartości. Ileż to razy w materiałach promocyjnych słyszeliśmy o tym jak to arena w starym obozie w końcu zacznie działać pełną parą, przecież widzieliśmy nawet walki z ognistymi jaszczurami, a jak przyszło co do czego to możemy popatrzeć na walkę na początku gry i tyle tego było, a Scatty i tak nam powie, że za kilka dni powinna być walka i będziemy mogli obstawić – no wierność z oryginałem 100% Obóz Quentina? Zapomnij. Ogromny, zabudowany obszar, pełen npc i totalny brak jakichkolwiek zadań, no może poza jednym, który i tak zleca nam ktoś z zewnątrz i zapowiada się dużo lepiej niż faktycznie jest.
Drobnym zgrzytem jest również balans pancerzy. Jakiż był mój zawód gdy znalazłem śliczną zbrojkę, która jest też świetnym puszczeniem oczka do fanów oryginału, a okazała się być sporo gorsza od mojej obecnej. Tak samo system ulepszania pancerzy jest totalnie bez sensu. Nikomu nie opłaca się ulepszać stopniowo, lepiej poczekać, dorobić i ulepszyć na najwyższy możliwy poziom. Z kolei gdy później awansujemy i dostaniemy nowy pancerz to znowu okaże się, że jest on gorszy niż wymaksowany pancerz rangi niżej.
Kolejnym elementem, na którym mocno się zawiodłem, jest system gotowania. Przepisów w grze jest może z trzy albo cztery, a na dodatek wymagają one składników takich jak cebula czy marchewka, które pod barierą występują w bardzo ograniczonej ilości. Za to w ekwipunku wiecznie miałem tony różnych grzybów czy surowego mięsa, z którymi nie dało się zrobić absolutnie nic sensownego. Samo zjadanie surowych zapasów przywraca z kolei tak śmiesznie mało HP, że leczenie się w ten sposób staje się irytującym festiwalem klikania w menu i czekania, aż pasek życia w końcu raczy się zregenerować. Wielka szkoda, bo przecież modyfikacja „Kroniki Myrtany” pokazała wszystkim, jak genialnie można zaimplementować system pichcenia do świata Gothica.

Podsumowując – Alkimia stworzyła dzieło, które pod każdym możliwym względem przypomina oryginalną Górniczą Dolinę. Wszystko to, za co te kilkanaście lat temu pokochaliśmy tę grę, wróciło w wielkim, brudnym i brutalnym stylu. Najlepsze, a zarazem trochę bolesne jest jednak to, że remake odziedziczył po swoim przodku nie tylko ten klimat wiecznego strachu przed tym, co czai się za rogiem, ale też całą masę technicznych bolączek.
Sporego optymizmu dodaje jednak fakt, że twórcy ciągle słuchają społeczności i obiecują jeszcze długie wsparcie gry po premierze. Ba! Niewykluczone nawet, że dostaniemy dodatkowy content w formie aktualizacji, a to z kolei daje nam perspektywę na jeszcze lepszą grę.
PS. Recenzje w formie video znajdziecie na moim kanale YouTube
