Risen to idealna produkcja dla każdego fana gier z serii Gothic. Risen, to także perfekcyjny Gothic 4 i całkiem pomysłowy spin-off, tyle że… nie do końca. A dlaczego? Bo, gdy w 2009 roku Piranha Bytes musiała ratować swoją reputację po niezbyt udanej trzeciej części przygód bezimiennego, postanowiła zaprezentować nam coś, co jest łudząco podobne do tego, co już znamy. W taki o to sposób dostaliśmy grę, która ogólnym zarysem fabularnym, ale nawet i mechanikami bardzo przypominała naszego ukochanego Gothiczka. Zapraszam na recenzję gry Risen

Risen

(więcej…)

Kilka dni temu w sieci pojawił się pierwszy zwiastun filmu „Egzorcysta. Wyznawca”, który ma rozpocząć nową trylogie serii rozpoczętej przez Williama Friedkina w 1973 roku. Nie licząc slasherów, oryginał jest zdecydowanie moim ulubionym horrorem. Logicznym jest więc, że rodzi się bardzo ważne pytanie – czy Egzorcysta ma szanse porwać moje serducho raz jeszcze? Dzisiaj spróbujemy odpowiedzieć sobie na to pytanie. Zapraszam

Egzorcysta. Wyznawca

(więcej…)

Baldur’s Gate – kultowy cRPG, który w grudniu obchodzi swoje 25 urodziny. Mimo tego „niezłego” wieku i mnóstwa opinii o legendarności tejże gry nigdy w nią nie zagrałem, aż do niedawna – gdy zafascynowany reputacją Wrót, sam postanowiłem sprawdzić z czym to się je i czy ktoś nowy, może jeszcze polubić ten świat. Zapraszam was serdecznie na moją recenzję Baldur’s Gate: Enhanced Edition, gdzie wspólnie przyjrzymy się temu niezapomnianemu tytułowi, zastanowimy się, co sprawiło, że na zawsze zagościł w sercach graczy, a ja podzielę się swoimi wrażeniami jako nowicjusz w tej magicznej i tajemniczej krainie.

Baldur's Gate - logo

(więcej…)

„Ojciec Chrzestny” to bezdyskusyjnie jedno z najważniejszych dzieł kinematografii. Film ponadczasowy, który po 50 latach dalej jest chętnie oglądany i kolejne pokolenia poznają historie rodziny Corleone. Nie wszyscy jednak wiedzą, że produkcja ta nie miała łatwo i mało brakowało, a nigdy by nie powstała albo nie przypominałaby finalnego produktu. Dzisiaj przedstawię wam 10-cio odcinkowy  serial fabularny, który opowiada trudną historie powstawania tego dzieła. Zapraszam na recenzje „The Offer”

The Offer plakat

(więcej…)

Gdy zobaczyłem plakat „Deinfluencera”, bądź jak kto woli w polskiej wersji „Polowania na influencerke”, od razu w mojej głowie były myśli, że no okeeej – kolejny horror z teoretycznie ciekawym psycholem skrytym za kolejną maską i z teoretycznie ciekawą, śmiertelną „zabawą”. Pomyślałem sobie, że włączę, poprzewijam na różne fragmenty, by zobaczyć z czym to się je, po czym obejrzę co innego.  Troszkę mi nie wyszło, bo godzinę później dalej oglądałem jak nastoletnia influencerka walczy o życie. Ja jestem Seedu i zapraszam was serdecznie na kolejną recenzje w moim wykonaniu! 

Deinfluencer - plakat filmu

Standardowo totalnie nie rozumiem skąd wziął się polski tytuł „Polowanie na influencerkę”. Nie dość, że „Deinfluencer” brzmi po prostu dużo lepiej to i jest on dużo bardziej zgodny z prawdą, bo tytułowego polowania w filmie nawet nie ma, a nasze widowisko zaczynamy już po porwaniu i uwięzieniu głównej bohaterki. Dowiadujemy się wtedy również, że nasz psychopatyczny gospodarz, który ukrywa się za dziwaczną, lecz przyciągającą uwagę maską, posiada pewne zasady moralne i nigdy nie okłamie swojej ofiary. Jednak kim jest ta ofiara i czy to tylko przypadek, że to akurat ona ma zagrać w grę pana psychola? Oczywiście, że nie – Kelly Weaver to nastoletnia cheerleaderka, która jest już bardzo dobrze znana w internecie, a co za tym idzie ma spory wpływ na innych ludzi, a w szczególności dzieci. Kelly na swoich socialmediach prezentuje wyidealizowane życie i tworzy swoją fikcyjną kreacje. Nie podoba się to jednak panu w masce, który chce by pokazała ona swoją prawdziwą twarz.

Szkoda tylko, że początkowo nie da się w ogóle zrozumieć jego działań. Wiemy, że chce by dziewczyna przestała udawać kogoś kim nie jest, więc żeby do tego doprowadzić każe jej wstawiać fotki, które mają przekraczać konkretny próg polubień w konkretnym czasie. Widzicie w tym sens? Bo ja nie bardzo. Oczywiste, że w takiej sytuacji szybko będzie trzeba iść w kontrowersje i w co raz to odważniejsze pokazywanie ciała w celu pokonywania kolejnych progów polubień. Tylko, że to chyba nie jest pokazywanie prawdziwego ja naszej bohaterki.

Takich głupiutkich błędów scenariuszowych jest niestety znacznie więcej. Bohaterka jest ciągle obserwowana i podsłuchiwana poprzez kamery, ale nie przeszkadza jej to by rozmawiać z kimś na temat ucieczki bądź jak może powiadomić władze, że jest w niebezpieczeństwie. Zupełnie jakby ktoś nagle zasnął przed kamerami. Jednak element, którego najbardziej nie mogę pojąć to wstawianie zdjęć, na których bardzo wyraźnie widać krew czy wielki bandaż na plecach. Naprawdę nikt z internautów nie zorientował się, że coś jest nie tak?

Coś co miałem nadzieje, że będzie największym plusem tego filmu okazało się być solidnym niewypałem. Postać porywacza poza kilkoma scenami na początku nie budzi w nas żadnego poczucia strachu czy niepewności do tego co za chwile zrobi. Miało być tajemniczo i przerażająco, ale coś poszło nie tak. Nawet scena, w której zdejmuje maskę jest bez żadnego polotu. Co zabawniejsze – tylko my, widzowie, widzimy te twarz i absolutnie nic ten element nie wnosi do filmu. Reszta bohaterów również niczym się nie wyróżnia, a i aktorsko nie jest za dobrze.

Film niestety może wydawać się nudny aż do końcowych minut, kiedy to nabiera on zupełnie innego znaczenia i skupimy się na tym jak złe w skutkach mogą być socialmedia. Oto przecież miejsce, w którym jedni ludzie udają kogoś kim zupełnie nie są, pokazują swoje bogactwa, swoje wyidealizowane ciała poprawiane w photoshopie, a inni potrafią to wszystko łykać bez zastanowienia.  Dodatkowo to właśnie influencerzy dołączają do grona osób, które wychowują i wpływają na przyszłość dziecka. Wcześniej byli to rodzice, dziadkowie i nauczyciele, nagle do tej listy dołączają również obcy ludzie z internetu. Socialmedia, jak to w filmie słusznie zostało powiedziane – próbują udawać, że mają pewne zasady, a w rzeczywistości wszędzie bombardują nas seksem i seksualizowaniem wszystkiego.

Technicznie rzecz biorąc film trzyma poziom. Zdjęcia przypominają dobrej jakości amatorską produkcje, niżeli pełnoprawny film. Nie ma tu żadnego szału, żadnych długich ujęć, ale ogląda się to całkiem dobrze, a i montaż daje rade. Co ciekawe film jest reklamowany jako thriller horror i tak jak z tym pierwszym zdecydowanie się zgadzam, tak temu drugiemu mówię stanowcze nie. W całym filmie są może dwie sceny (i to na początku), które może by się nadawały do jakiegoś filmu grozy, ale to też tak nie do końca.

Podsumowując – Deinfluencer to film, który można obejrzeć ale można też na przykład umrzeć ale raczej nie więcej niż raz. Jest to produkcja, która ma nam przekazać jakąś mądrą myśl i w takim przypadku jest całkiem udany. Nie widzę niestety sensu powrotu do tego filmu, gdy już dobrze wiemy co i jak. Swoją drogą w internecie są jakieś ślady filmów pod tytułem „Deinfluencer: Offline” i „Deinfluencer: Clickbait”. Zapewne reżyser już teraz planuje kontynuacje. Czy zobaczę? Pewnie tak, ale liczę na coś świeżego.

Dzięki i zapraszam do dyskusji w komentarzach 😉