Malignant to horror nietypowy, bardzo nietypowy. Rzadko kiedy zdarza mi się coś oceniać zupełnie inaczej niż większość widzów, tym razem jest mi jednak trochę przykro, że film tak charakterystyczny a zarazem tak dobry dostał tak mocno po dupie. Film przed premierą miał taką promocje, że raczej każdy spodziewał się czegoś w stylu „Obecności”. Oczywiście, że marketingowcy w tym momencie spierniczyli temat, bo nowy horror Jamesa Wana wcale nie jest w takim klimacie. Sam już po pierwszych dziesięciu minutach wiedziałem jak bardzo się myliłem z moimi oczekiwaniami, ale jejku – jak bardzo mi ten film siadł to masakra 😀 Film jest kiczowaty, nie ma co do tego wątpliwości, ale on taki właśnie miał być. Osobiście uwielbiam filmy, które wiedzą czym są (Patrz John Wick, który jest „typowym”, nic nie wnoszącym do gatunku akcyjniakiem ale jak on smakuje mmm) – dokładnie tak samo jest z tym dziełem. Wan wiedział co chciał stworzyć, widać też że dobrze się przy tym bawił. Aktorsko no jest średnio, niektóre „straszne” sceny też wyglądają dziwacznie jeśli się obejrzy tylko dany fragment. Powiem wam, że dzień po obejrzeniu jak sobie przewijałem niektóre sceny to w momentach gdy oglądając całość mocno się wczuwałem tutaj chciałem zacząć się śmiać, ale to po prostu kwestia tego że wtedy oglądałem te sceny bez poczucia tego klimatu, który potrzebuje parę chwil by w nas wsiąknął. Problemem w przypadku tego filmu jest to, że jest on tak bardzo nietypowy, zwykle albo się go bardzo nie lubi albo wręcz przeciwnie, raczej rzadko spotykałem się z ocenami po środku, ale jest to dla mnie jak najbardziej zrozumiałe przez to czym ten film jest.
Tag: horror
Gdy w 1996 roku gatunek horroru co raz bardziej wydawał się być czymś kiczowatym czy po prostu nie był tak chętnie oglądany jak wcześniej, do akcji wkroczył Wes Craven, reżyser jednego z najpopularniejszych slasherów “Koszmaru z Ulicy Wiązów”. Postawił on na w pewnym stopniu humorystyczny film, w którym zaprezentował nam świat gdzie ludzie bardzo dobrze znają takie klasyki jak wcześniej wspomniany Koszmar z Freddym Kruegerem na czele, “Halloween” z Myersem czy inny “Piątek Trzynastego” – mowa tu o „Krzyku”.

Jednak zanim zacznę o samym “Krzyku”, warto by było wziąć pod lupę siódmą część przygód Kruegera zatytułowaną “Nowy koszmar Wesa Cravena”, bo jest ona solidnym prekursorem tego co zrobione zostało w Krzyku. Otóż Craven postanowił, że stworzy film fabularny, który będzie opowiadał o tym jak Krueger atakuje prawdziwy świat. Co to oznacza? Najprościej mówiąc dostajemy świat gdzie aktorzy oryginalnej części grają siebie samych, a na świecie każdy zna serie filmów z Freddym. Wszyscy dobrze wiedzą, że postać ta jest wykreowana i była grana przez Roberta Englunda… a jednak Krueger istnieje “na prawdę” i postanawia mordować wszystkich związanych z produkcją nowego filmu o nim. Film ten od strony świata przedstawionego był naprawdę dziwaczną produkcją, szczególnie się o tym przekonacie poznając dokładniej całą fabułę, do czego naprawdę was zachęcam. Bo choć świat jest dziwaczny to jest to naprawdę świetny film.
Po “nowym koszmarze” przyszedł czas na “Krzyk”, serię, w której zabójcą jest fanatyk i znawca horrorów, bawiący się z swoimi ofiarami w małą grę przez telefon. Zabójca zadaje przeróżne pytania dotyczące klasyków kina grozy, a chyba wiadomo czym kończy się nieprawidłowa odpowiedź. W porównaniu do innych klasycznych slasherów Krzyk ma bardzo spójną fabułę, która trzyma się przez całą serię, a obsada nie zmienia się co film, co jest jak najbardziej na plus. Wreszcie dostaliśmy postacie, do których naprawdę można coś poczuć, nie są oni nam tak obojętni jak ofiary Jasona Voorheesa czy Michaela Myersa. No bo kto nie lubi nieporadnego Deweya czy maniaka horrorów Randyego? Postacie te może nie mają jakiejś niesamowitej głębi i nie niosą za sobą specjalnej historii, ale po prostu są autentyczne.
Napisałem już o tym, że postacie świetnie znają przeróżne horrory. Dzięki temu dostajemy nie tylko ciekawy świat, ale pełną przeróżnych smaczków i nietypowego humoru historię. Wymieniony wcześniej Randy na przykład, na każdym kroku przypomina nam, że seks czy alkohol w kinie grozy zawsze oznacza śmierć i że przecież policja jest głupia, bo nie ogląda filmów i nie wie jak zabójcy naprawdę działają. Serio, jest to bardzo dobrze zrobiony “element” całej serii.
Świat jest o tyle dziwny, że po pierwszej części nagle w świecie filmu powstaje mnóstwo horrorów opowiadających historie, którą my – prawdziwi widzowie, znamy z pierwszej części, a ludzie z filmu – z ich prawdziwego świata. Bohaterzy dostają swoją wersje “krzyku” zatytułowaną “Stab”. Co jakiś czas widzimy jak ktoś ogląda sobie sceny łudząco podobne do tych z pierwszej części. Po prostu sami sobie wyobraźcie jak ciekawie to musi wyglądać.
Bardzo ważny jest również fakt, że film jest stosunkowo realny. Nie mamy tu mordercy, który umiera, by w następnej części nagle zmartwychwstać. Nie ma tu żadnego superbohatera, który przeżyje odcięcie głowy. Jest to po prostu zwykły człowiek schowany za maską. Jest to oczywiście wielki plus, bez tego cały ten świat gdzie “postać z filmu wychodzi na świat realny” nie miałaby takiego samego sensu. Ale są też pewne minusy tego. Zabójca stosuje nóż i jego celem jest mordować, a nie jakoś specjalnie męczyć ludzi (no w pewnym sensie), przez co sceny mordu nie są aż tak krwawe, chociaż szczerze wam powiem, że te z czwartej części no już dają rade mocno.
Film ten poza tym, że jest “nowoczesnym” slasherem posiada również bardzo solidny element kryminału. Uwielbiam ten moment gdy mówię sobie “o ta postać to na pewno zabójca” a po minucie widzę jak leży martwa i zdaję sobie sprawę z tego jak bardzo się myliłem. Do ostatniej minuty nie jesteśmy pewni tego kto tak naprawdę morduje. Cały czas wymyślamy różne scenariusze, dobieramy motywy do postaci, a na koniec i tak jesteśmy totalnie zaskoczeni. No ale halo halo, nie wystarczy po prostu zaskoczyć widza. Chodzi również o to, by przedstawiony zabójca miał jakiś sens. No bo przecież można by powiedzieć, że zabójcą jest ta jedna postać, która pojawiła się raz na ekranie – ale gdzie tu sens? No właśnie – ale i z tym “Krzyk” radzi sobie świetnie. Jedynie zakończenie trzeciej części uważam za zbyt pokręcone i przekombinowane. Reszta – cudo. Naprawdę drugą część zakończyłem z uśmiechem na twarzy, zdając sobie sprawę z tego jak świetny film właśnie obejrzałem.
Po obejrzeniu ostatniej części zrozumiałem też, że seria po cichu prezentuje nam też pewne problemy. Pierwszy “Krzyk” prezentował nam jak wyglądają stare horrory w oczach współczesnych odbiorców. Jakie to wszystko wydaje się być głupie i bez sensu. Że jak jesteś “laską 10/10” to na pewno w końcu zostaniesz zamordowana. W końcu takie są prawa tego gatunku. “Dwójka” przedstawiła nam jak ludzie odbierają drugie części, że nigdy nie będą takie dobre jak oryginały i tego typu bzdety z kawałeczkiem prawdy. Trzecia (trochę gorsza od reszty) część jest świetnym zaprezentowaniem “pięknego” Hollywoodu. Pięknego tylko z początku, bo reżyser postanowił nam pokazać jak to “naprawdę” tam działa i że czasem by dostać role musimy dokonać niemoralnych czynów. Na ten moment ostatnia część zaś prezentuje nam myślę dosyć aktualny temat popularności nastolatków w social mediach i tego jak zrobią naprawdę wiele byleby się o nich mówiło. Są to jednak takie bardziej „ciche” wątki.
Aktorsko jest naprawdę dobrze, nie ma jakichś specjalnych fajerwerków, ale na pewno nie ma na co narzekać. Wyróżnić można Neve Campbell, która świetnie zagrała główną postać. Z części na część widzimy jak bardzo się ona zmienia przez wszystkie wydarzenia wokół niej. Tu już nie chodzi o dobrze napisaną postać. Neve po prostu zagrała to świetnie. Poza tym jest również Courteney Cox, która zagrała redaktorkę z “charakterkiem”. Również bardzo dobrze zagrana rola. W każdej części.
Dobrze wypada również muzyka, klimatyczna, trzymająca w napięciu, a gdy potrzeba to i pełna energii. Lubię napisy końcowe drugiej i czwartej części. Nagle się pojawiają, wbija muzyczka, a ja się uśmiecham i sobie słucham. Piękna sprawa.
Nie muszę chyba ukrywać, że film ten najbardziej spodoba się fanom gatunku, którzy co chwilę będą wyłapywać jakieś smaczki.
No i to by było chyba na tyle. Postanowiłem tym razem nie wystawiać oceny w żadnej skali (psst, zawsze możecie zajrzeć na mojego filmweba). Po prostu stwierdźcie po moich bazgrołach jak bardzo ten film mi się podobał. Co prawda nie jest to typowa recenzja, a bardziej przedstawienie serii i napisanie tego co działa w niej najlepiej, ale myślę że zachęci was ona jednak do obejrzenia Krzyku. Seria trzyma równy poziom, także nie martwcie się. Swoją drogą pssst – 14 stycznia 2021 roku do kin wchodzi nowa część z starą obsadą! Osobiście czekam!
Coś ostatnio dużo informacji o rebootach popularnych serii. Z tych najnowszych najbardziej zaciekawiła mnie wieść o kolejnym filmie z dużym panem „krąjacym” każdego swoją maczetą. Dokładnie tak – po sukcesie Halloween, które zresztą zarobiło już ponad 90 mln dolarów, postanowiono stworzyć reboot „Friday the 13th”. Za scenariusz odpowiadać ma Victor Miller. Victor pracował przy starych częściach przygód Jasona i oczywiście tutaj też nie mogło go zabraknąć. Informacja jednak nie jest pewna z tego względu, że o marke „Piątek Trzynastego” od kilku lat „walczy” Miller z producentami oryginału i Seana Cunninghama (reżysera).
Kolejną ciekawą informacją jest ta, że nawet „Piraci z Karaibów”, mają dostać swój reboot. Najwyraźniej po słabnących ocenach z każdą kolejną częścią twórcy próbują wymyślić coś by jeszcze zarobić dzięki „piratom”.Co ciekawe nie wiadomo czy w filmie wystąpi Johnny Depp, dzięki któremu Jack Sparrow był postaciom, o której ciężko było zapomnieć. Za scenariusz odpowiadać prawdopodobnie będą Rhett Reese i Paul Wernick, których możemy znać z Deadpoola.
Co myślicie o tych pomysłach? Osobiście żadnego nie popieram. Jeśli chodzi o „Piątek” to znacznie bardziej wolałbym kontynuować historie z którejś z części niż reboot. Kolejne przygody Tommyego Jarvisa? Z wielką chęcią! ;D
Jeśli jednak chodzi o „Piratów” to sprawa jest chyba oczywista – film ten nawet się specjalnie nie zestarzał. Dla przypomnienia premiera filmu miała miejsce w 2003 roku
EDIT: Poniższa notka została napisana w 2018 roku i jej pierwotnym domem był mój discord. Prawdopodobnie kiedyś napiszę odnowioną wersje analizy całego cyklu „Laleczka Chucky”. Zdaje sobie oczywiście sprawę z poziomu tego tekstu, ale postanowiłem go tutaj wstawić, byście mogli zobaczyć moje starsze „rzeczy” i to jaki (według mnie) progres zrobiłem.
„Laleczka Chucky” – no kto jej nie zna? Nawet jeśli nie interesujesz się horrorami to i tak na pewno coś o niej słyszałeś. No spoko, ale to że słyszałeś nie oznacza, że wiesz o czym ona jest dokładnie. Więc…
Laleczka Chucky to seria opowiadająca o brutalnym mordercy Charlesie Lee Rayu.
Charles interesuje się religią Voodoo, która ratuje jego „życie” na samym początku film poprzez wpętanie się Charlsa w zabawkę dla dzieci – dobrego kolegę. Ray od tej chwili żyje w ciele lalki.
Ale spokojnie – czym w ogóle jest Dobry Kolega – ano jak sama nazwa mówi jest on po prostu dobrym kolegą dzieciaków. Lalka wypowiada po prostu kilka zdań typu „lubię być przytulany”, czy „Jestem <no i tu jedno z imion>”. Niby nic – ale jak cieszy. W końcu dobry kolega staje się hitem lat osiemdziesiątych.
Tyle z krótkiego wstępu. Chciałbym teraz troszkę ocenić filmy z tej serii 😉
Ogólnie każdy film z serii jest naprawdę dobry i każdy warto obejrzeć.
Chucky to pierdzielony mistrz i w każdym filmie z jego udziałem możemy się uśmiechnąć z jego wyśmienitych, charyzmatycznych tekstów czy zjawiskowych zabójstw. Na pewno wielki plus dla serii za brak monotonności takiej jak w koszmarze z ulicy wiązów czy Piątku trzynastego, gdzie większość części była praktycznie taka sama – tutaj tak nie jest.
Robotę robi dobra muzyka i dobre, choć nie najlepsze aktorstwo. Ciężko znaleźć w tej serii jakieś minusy, bo każda część co miała robić – robiła. Jednak chciałbym się zatrzymać przy pewnych częściach.
„Narzeczona laleczki Chucky” (4 część) to pewna zmiana gatunku. Z horroru/slasheru schodzimy bardziej na ciemną komedie. Tak więc jeśli liczymy na mrok z każdej strony – ten film nam tego nie spełni. Mimo wszystko polecam obejrzeć choćby dla samej Tiffany i najlepszego intra w serii ❤
Laleczka Chucky 5: Następne pokolenie” – ta część jeszcze bardziej poszła w stronę ciemnej komedii i całkowicie jej to nie wyszło… Najgorsza część a pomysł na dziecko całkowicie nie przypadł mi do gustu, niby nie wygląda to źle, ale jakoś dziwnie się to ogląda :/
„Klątwa laleczki Chucky” – powrót po latach. Film bardzo dobry, straszy nawet bardziej niż pierwsze części, ale koniec filmu jest zbyt pogmatwany. Nic się nie trzyma kupy. Nie trzeba nawet myśleć by zauważyć, że twórcy przez chwile łączą wydarzenia z poprzednich części by zaraz je całkowicie zmienić. Podobno reżyser mówił o tym filmie, że nie bierze pod uwagi poprzednich części, ale i tak całkowicie mi to nie pasuje.
OCENY
Laleczka Chucky – 8/10
Powrót Laleczki Chucky – 8/10
Laleczka Chucky 3 -7/10
Narzeczona Laleczki Chucky – 8/10
Laleczka Chucky: Następne pokolenie – 6/10
Klątwa laleczki Chucky – 8/10
Cult of Chucky – 8/10
